+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 15 z 17

Temat: Pierwsze kroki po Albanii

  1. #1
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491

    Pierwsze kroki po Albanii

    Albania korciła mnie od dawna a szczególnie odkąd „radio Tirana” przestało nadawać...

    Przy każdym wyjeździe do Grecji wzrok mój padał na północno-zachodni kraniec mapy greckiej, gdzie w niewielkiej odległości od Igumenicy widniał Butrint, zaznaczony symbolem obiektu zabytkowego. Nie trafiały do mnie sprzeciwy towarzysza podróży w stylu: wybij to sobie z głowy, zapomnij o Butrincie, pewnie nic tam nie zostało, nigdy nie pojadę do Albanii samochodem bo mi go ukradną ...

    Kiedyś spotkaliśmy w Grecji robotnika rolnego, „Albanosa”, niegolony, z obfitą czupryną, kilkudniowy zarost nadawał ostrym rysom jego twarzy groźny wygląd ale oczy patrzyły łagodnie, nawet nieśmiało. Towarzyszący mu Grek wyraził się o nim bardzo pozytywnie, sam Albanos niewiele mówił bo słabo znał grecki.

    Wreszcie, po internetowym i książkowym rozeznaniu dojrzeliśmy do albańskiego wyjazdu w sierpniu 2007 r.
    Wystartowaliśmy z Igumenicy drogą na Ioaninę, spodziewając się wkrótce zobaczyć wielką tablicę w stylu „Albania przejście graniczne Konispol”. Nic takiego, nawet na skrzyżowaniu za miastem, gdzie z mapy wypadało jechać w lewo; jedynie drogowskaz do greckiego Mavromati potwierdził nam dobry wybór drogi. Dalej, przy braku drogowskazów, zaczynamy mieć wątpliwości czy nie dojedziemy jedynie do najbardziej północnej greckiej wioski na mierzeji. W Sagiada zasięgamy języka u gospodyń plotkujących na poboczu – to właściwa droga, niebawem jest zakręt w prawo i dojeżdżamy do olbrzymiego parkingu z dużym budynkiem, dokładnie tak jak pokazał google earth.

    Przejście prawie puste, szybka odprawa grecka, przejazd petlą szosy wyżej do posterunku albańskiego; dwa budyneczki, po lewej i po prawej, żadnej tablicy, stajemy posłusznie w kolejce po lewej, gdzie kłębi się kilkunastoosobowy tłumek.
    Następuje długie wypełnianie formularzy z kopiami przez kalkę na podstawie paszportów podawanych przez maleńkie okienko panom mundurowym w środku. Opłata graniczna dzisiaj wynosi 10 € od osoby, podobno różnie bywa w różne dni. Potem jest kontrola celna po prawej, tu idzie już szybciej, miła, młoda pani mowi po francusku i po włosku, życzy przyjemnej podróży.

    Zaraz za szlabanem kończy się asfalt a zaczyna droga gruntowa, żeby nie powiedzieć bezdroże. Malutki bar – kiosk i już widać na wzgórzu pierwsze bunkry. Rozwidlenie, drogowskazów brak, wypada zabawić się w trapera zwierzyny, wybieramy drogę z wiekszą ilością śladów kół aby dojechać do Czilfik. Przydają się inernetowe wydruki bo oficjalna mapa jest mało dokładna. Z gór spoglądają na nas kopulaste bunkry, po lewej widać dymy pożaru na łysym zboczu.





    Dalej jest nawet kawałek starego asfalu, kilka przepastnych rozległych dziur wypelnionych wodą, wreszcie most mocno już wiekowy choć jeszcze nie zabytek, w okolicy widać domostwa ludzkie dość skromnie i biedne.
    Ostatni odcinek drogi prowadzi nad kanałem irygacyjnym, dostrzegamy sylwetkę trójkątnego niskiego, masywnego, potureckiego fortu, obok jest prom do przeprawy przez kanał Vivari. Prom to wielkie słowo na okreslenie małej platformy na pływakach ze starych metalowych beczek-puszek pokrytej byle jak kawałkami desek a ciągniętej linami napędzanymi ropnym silnikiem. Opłata po 1 € od auta, pojemność na 6 aut lub 1 autobus. Po kilku minutach jesteśmy na cyplu pod murami wymarzonego Butrintu.




  2. #2
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Parking na wprost wejścia nie posiada cienia i wolimy zaparkować dalej pod rozłożystymi drzewami obok restauracji - hotelu z ogrodem, pamietającej czasy gdy bawili się tu krajowi predstawiciele elity politycznej w pewnym, minionym okresie historycznym.

    Wejście na teren dawnego miasta Butrint, unikalnego i jedynego albańskiego obiektu archeologicznego wpisanego na listę Unesco kosztuje 700 Leków. Mamy plan i opis od archeologów a tu dostajemy kolorowy folder w języku angielskim i albańskim, są też dwujęzyczne tablice informacyjne, to już wyraźny postęp a dla nas niespodzianka.
    Zwiedzamy po koleji nawarstwione budowle, konstrukcje rzymskie przykrywają fragmenty wcześniejszych budowli greckich. Teatr z II w. p. n.e. usytuowany jest na pozostałościach świątyni Asklepiosa z IV w. p.n.e. a obok znajdują się ruiny agory przebudowanej na forum.








  3. #3
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Mury wielkiej bazyliki z okresu bizantyjskiego i baptysterium na 16 filarach ze wspaniałą mozaiką na posadzce (VI w. ) sąsiadują z monumentalną fontanną nimf, domem i termami rzymskimi.







    Butrint zachował ślady osadnictwa od czasów prehistorycznych poprzez okres grecki i rzymski aż do czasów średniowiecza gdy po zniszczeniach spowodowanych najazdami m.in. Normanów, dostał się w posiadanie Wenicjan. Forteca wenecka zbudowana na wzgórzu w XIV – XVI w. i ostatnio odbudowana, mieści lokalne muzeum.
    Wokół miasta zachowały się otaczające go mury antyczne z bramą Lwią, bramą Jeziorną i średniowieczne z wieżą wenecką. W XV w. nastąpił upadek miasta z powodu braku konserwacji, trzęsienia ziemi i podmywania przez wody morskie, które powodowały epidemie i ostatecznie zostało opuszczone. Dopiero w pocz. XX w. archeolodzy włoscy rozpoczęli tu wykopaliska.

    widok z murów na okolicę


    Przed odjazdem pozwalamy sobie na piwko w przyjemnym ogrodzie restauracji, puszkowy amstel po 1,50 €.
    Ostatnio edytowane przez pixi ; 06-02-2011 o 15:04

  4. #4
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Dalej szosa wiedzie przez rezerwat przyrodniczy, mijamy Ksamil i pokonujemy górzysty, wąski przesmyk między morzem a laguną Butrint aż do kurortu Saranda.
    Szosa to chyba zbyt wielkie słowo na określenie tego krótkiego, zaledwie 20 km kawałka drogi bez poboczy, ze szczątkami asfaltu sprzed kilkudziesięciu lat, pamietającej wizytę Nikity Chruszczowa w Butrincie.
    Kilka nowych, marmurowych pomników – nagrobków uczepionych na brzegach przypomina o niebezpieczeństwie i zachęca do używania klaksonu w newralgicznych punktach. Z trudem mija nas kilka aut, mercedesów, oczywiście, i jakaś stareńka ciężarówka. Nie ma sposobu aby zatrzymać się dla kilku fotografii, a zdjęć przez szybę auta nie uznaję bo zniekształca kolory i zakłamuje perspektywę.



    Na przełęczy owianej szalejącym wiatrem pijamy pomnik narodowych bohaterów poległych w walkach i zaraz wjeżdżamy do Sarandy.
    Miasto jest wielkim placem budowy, wszędzie sterczą szkielety nowych, wielopiętrowych konstrukcji, walają się śmieci. W centrum sklepy, kilka restauracji, banki z dystrybutorami na karty kredytowe, kiosk ze wszystkim, na wzór dawnych „kiosków Ruchu”, na ulicach pustki, dziś jest sobota.
    Rzucamy okiem na nadmorski deptak, tu nowoczesność jeszcze nie dotarła. Ogólnie miasto nam się nie podoba, nie zostajemy na planowany nocleg i ryzykujemy jazdę dalej. Bez drogowskazów niełatwo wyjechać, używamy busoli, okazuje się że droga prowadzi pod górę najpierw na południe i dopiero na szczycie jest skrzyżowanie skąd skręcamy na północ w stronę Vlore.
    Droga jest kręta, wąska z językiem nowego asfaltu, trudne mijanki bo Albańczycy jeżdżą jakby byli sami. Na dodatek po drodze plączą się krowy, kozy a nawet wypasiona (na śmieciach ?) świnia. Przebudowa tej drogi z poszerzeniem jest zaplanowana na 2010 r.
    Docieramy do Łukowe, malutkie miasteczko, zbliża się wieczor i tu szukamy noclegu. Omijamy „VIP palace Hotel”, pytamy w mniejszym piętrowym domu z barkiem na dole koło stacji benzynowej. Jeszcze nie wiemy że tablica „dhoma me qira” oznacza „pokoje do wynajęcia” ale coś przeczuwamy.



    Pytamy, ale ani starsza pani ani pan nie rozumieją inaczej niż po albańsku, pokazuję więc na migi że chcemy spać, rozumieją od razu, pokazują że zawołają przez komorkę kogoś, kto może się z nami rozmówić. Przychodzi z rodziną pani, która spędziła wiele lat w USA i rozmowa toczy się po angielsku, wypytujemy o..., o wszystko, potem zapraszają na spacer po miasteczku, z duma pokazują miejscowy sklepik gdzie można kupić wiele artykułów codziennej potrzeby, żywność, owoce, kończymy na kawie w barze obok. Kolacje jemy w „naszym” hotelu, przygotowano nam olbrzymią sałatkę grecką, gotowaną wołowinę z ryżem i górę prawdziwych frytek, jest też lokalne wino. Nie obyło się bez wyłączenia prądu na pół godziny (świeczki mieli w pogotowiu), w 2007 r. to się jeszcze zdarza, normalka.

  5. #5
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Jedziemy dalej na północ, mijamy Borsh, są tu bar, hotel, stragan z jarzynami i owocami, rzucają się w oczy dorodne figi, potem Queparo.
    Zbliżamy się do Porto Palermo, zatoka z cyplem, na nim XVIII – wieczna twierdza Ali Paszy, wezyra tego regionu, który rywalizował z Istambułem i przypłacił to życiem. Wejście po 100 L, przewodnikiem jest właściciel pobliskiej restauracji, oprowadza nas po włosku. Twierdza ma plan trójkąta z narożnymi wieżami, obszernym dziedzińcem na górze z wieżyczką do obserwacji.






  6. #6
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    W zeszłym stuleciu twierdza Porto Palermo używana była na koszary przez wojska albańskie i nosi tego ślady. Obok kilka niskich budynków w stanie postępującej ruiny, z zabawnymi malunkami.







    Na zboczu na wprost jeszcze stoją, podniszczone budynki koszarowe, przy nich kręci się paru żołnierzy. Niżej w skale straszy wielki, ciemny otwor podziemnego schronu dla statków, podobno drzwi już się od dawna nie domykają i statki nie wpływają do środka, kilka z nich cumuje przy betonowym nadbrzeżu – to była potężna wojskowa baza okrętowa.
    Za zakrętem, w dole spostrzegamy długą, plażę z wielkimi, kopulastymi bunkrami.


  7. #7
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Wjeżdżamy do Himare, „białe” miasto rozłożyło się na stromiźnie góry w morskim zakolu, wysoko widać wieże kościoła i klasztor.





    Zaglądamy na plażę, aż roi się od bunkrów.




  8. #8
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Od Dhermi nagle szosa staje się dużo lepsza i dość szeroka z barierkami, zaczynamy wspinać się zakosami na przełęcz Llogara prawie od poziomu morza na 1027 m.n.p.m., zachwycamy się pięknymi widokami z serpentyn, przydrożne, improwizowane stragany sprzedają słoiki miodu. Wjeżdżamy do parku narodowego, królują tu limby, jodły, jest źrodło krystalicznej wody, restauracja, wokół typowo górska atmosfera.








  9. #9
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Zjeżdżamy przez szeroką dolinę w stronę wybrzeża do nadmorskiej miejscowości o starożytnej nazwie Orikum, teraz zwanej Orik. To tu i na pobliskiej wyspie Sazan była baza wojskowa naprzeciw kapitalistycznej Italii – do dziś straszy smutne, siatkowe ogrodzenie i strzeżona brama do portu wojskowego, kryjącego 4 zardzewiałe łodzie podwodne.
    Zaczynamy od plaży i kąpieli, potem spacer pomiędzy starymi domkami dla letników z zapleśniałymi ścianami i opadającymi tynkami, szukamy sklepiku. Jest całkiem nieźle zaopatrzony a nam potrzebne jest tylko mydło. A wokół już wychodzą z ziemi nowe domy.





    Kto powiedział że nie można budować domu od dachu ?



    Powracamy przez Llogarę do Porto Palermo, zapada zmrok i z dala widać posuwające się czerwone języki ognia, palą się rzadkie drzewa i agawy na zboczu. Wcinamy świeże dorady z frytkami, popijamy winem, gdy zmienia się kierunek wiatru i pożar przybliża się. Gospodarz z pomocą rodziny podpala agawy za domem aby zdusić pożar przeciwogniem ale wszyscy jesteśmy gotowi do ewakuacji. Udaje się, o północy ogień poszedł dalej. Na pomoc strażaków nie ma co liczyć, po kilku godzinach przyjechał tylko powiatowy policjant zobaczyć co się dzieje a może sprawdzić, czy jeszcze żyjemy.
    Na noc rozkładamy się na tarasie restauracji.

  10. #10
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Rano budzi nas kogut, pieje jak skrzypiące drzwi i jeszcze atakuje nasze łydki gdy podchodzimy do samochodu. Śniadanko, kąpiel i powrót do Sarandy, teraz pojedziemy na wschód do Gjirokastra. Po około 10 km jest wioska Mezopotami, za cmentarzem (w remoncie ?) chowa się bizantyjski kościół, ceglany, ozdobiony na obsydzie marmurowymi reliefami z dziwnymi stworami.





    Po 30 km od Sarandy, w lesie, koło sztucznego jeziorka i tamy, droga ze szlabanem prowadzi do "pomnika przyrody"- wywierzyska Siri i Kater (Niebieskie Oko) o modrym kolorze przejrzystej wody. Wjazd płatny; 50 L od osoby i 100 L za samochód, dalej znajduje się restauracja nadwieszona nad górską rzeką i kilka domków kampingowych. Dawne „dacze” reżimowych „grubych ryb” ?, dzisiaj miejsce pikników dla pospólstwa.




  11. #11
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Siri i Kater (Niebieskie Oko)



    Jeszcze podjazd główną szosą pod górę i otwiera się przed nami obszerna dolina rzeki Drino. Podążamy nią na północ do Gjirokaster.



    Wjazd do starszej części miasta, plac, potem skrzyżowanie kilku starych uliczek, niewysokie domy połączone są niewyobrażalną plataniną przewodów elektrycznych. Tu dawniej był bazar, serce tureckiego miasta.
    Przy jednej z ulic w stronę twierdzy jest zarodek biura informacji turystycznej; sympatyczna Amerykanka uczy Albańczyków jak przyciągać turystów rzetelną informacją, dostajemy plan miasta, opis hoteli, wszystko jeszcze w surowych wydrukch na białych arkuszach A4.
    Najtańszy ale i polecany hotel „Cajupi” mieści się w wielkim pokomunistycznym budynku przy wjeździe; przyjemne przyjęcie, recepcjonista mówi po angielsku, 2-osobowy pokój z łazienką, klimatyzacją kosztuje 2000 L. Obszerne hole, w nich meble „z epoki”, tamtej epoki, szeroka klatka schodowa, po kątach przysiadła tamta atmosfera, ostatnie piętro zamknięte, wyraźnie dach przecieka. Na kolację idziemy do najsympatyczniejszej, choć nie najdroższej restauracji miasta. Jemy na tarasie wśród donic z krzewami, serwują nawet niezłe wina.
    Nie omija nas krótka przerwa w dostawie prądu. Porządna kolacja z aperitifem, przystawką, winem, deserem i kawą za 2620 L na dwie osoby. (2007 r.)



    Rano na śniadanie wcinamy cieplutki berek z serem i pędzmy zwiedzać. Nad miastem góruje widoczna z daleka twierdza z wysokimi murami, 5 wieżami i 3 bramami, została wybudowana w XVIII w. aby strzec doliny rzeki Drino. Ali Pasza ją rozbudował i powiększył w kierunku południowym w pocz. XIX w. i wyposażył w akwedukt długości 10 km, który doprowadzał wodę do podziemnych cystern. Pod twierdzą jest przejście - tunel do innej części miasta.

    Czy tu krowy znają znaki drogowe ?


  12. #12
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Wszystkie budynki starej dzielnicy pochodzą z XVII w., dzięki temu miasto zachowało jednorodny charakter pod względem architekturalnym. Domy wybudowane są z szarego i białego kamienia i pokryte dachówkami z szarego łupka. Te większe, wielopiętrowe i bardziej reprezentacyjne stanowiły siedziby-wieże bogatych właścicieli ziemskich.
    Naszą uwagę zwracają bruki z białych i szarych kamieni, ułożonych w geometryczne desenie,
    Główna ulica przecina byłą dzielnicę bazarową i prowadzi do meczetu z XVIII w.
    Ze zdziwieniem dowiadujemy sie ze nie ma tu skrzynek pocztowych, znaczki mozna kupić tylko na poczcie i tam oddaje się w okienku wysyłany list; czy to relikt doskonałego systemu kontroli - który obywatel pisze i do kogo ? Latwo sobie wyobrazić te kolejki petentów bo czeki też nie istnieją i wszystko opłaca się osobiście na poczcie. Mamy nadzieję że to się wkrótce zmieni.







    Rano robimy drobne zakupy w sklepikach, pokazując na migi co sobie życzymy i zjeżdżamy na południe do granicy greckiej w Kakavije. Jeszcze zakup papierosów i napojów w jednym z licznych tu mikrobusów – kiosków i ustawiamy się w długiej kolejce oczekujących wozów pod prażącym słońcem.
    Długa kontrola paszportowa i pobieżna celna i wita nas autostrada grecka.

    więcej o Albanii jest tu: http://voyageforum.pl/showthread.php?365-Azymut-Albania
    Ostatnio edytowane przez pixi ; 11-02-2011 o 16:46

  13. #13
    Maxitravelek Maxitravelek grześku is on a distinguished road Avatar grześku
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Radom
    Postów
    1,101
    Pixi,czytając i oglądając Twoją relację przypomina się moja trasa i wspomniena.
    Też tam byłem autem w 2007r. tyle że w czerwcu.
    To samo dzikie improwizowane przejście graniczne na południe od Butrinti,trasa Saranda-Himare-Dhermi,Gjirokaster,źródło Niebieskie Oko...
    Pewnie będzie jeszcze Berat...
    Czy korzystałeś z przewodnika o Albanii Tibora Dienesa?

  14. #14
    Moderator Maxitravelek pixi is on a distinguished road Avatar pixi
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Postów
    7,491
    Witaj, Grzesku, mam nadzieje ze ten prom na Vivari jeszcze istnieje.
    W Beracie bylismy dopiero nastepnym roku, pisze o tym w "Azymut Albania".
    Korzystalismy z przewodnika Bezdrozy (marny na Albanie) i moich informacji uzbieranych gdzie sie dalo.

  15. #15
    Minitravelek zaplatana is on a distinguished road
    Zarejestrowany
    Jul 2013
    Postów
    16
    uwielbiam te wasze fotki z podróży - mogłabym je oglądać godzinami :)
    Co do Albanii - wydaje mi się mało atrakcyjna, może ze względu na niezbyt zróżnicowany krajobraz

+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Tagi dla tego tematu

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów