+ Odpowiedz na ten temat
Strona 4 z 6 PierwszyPierwszy ... 2 3 4 5 6 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 46 do 60 z 79

Temat: Wędkarstwo, rekreacja , przygoda, natura

  1. #46
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Omaza

    Tak dzikiej i pięknej rzeki nie znajdziecie w całym północnym pasie Warmii i Mazur. Omaza to właściwie rzeczka, w której do dziś utrzymują się pstrągi. Wypływa z północno-zachodnich krańców Wzniesień Górowskich w pobliżu wsi Grzędowo. W dalszym biegu, jako wąski strumień, dwukrotnie przekracza granice Rzeczypospolitej z Rosją – obwód kaliningradzki. Za granicą wpada jako prawy dopływ do Banówki, nazywanej tam Mamonowka, po czym uchodzi do Zalewu Wiślanego.

    Bieg górny

    Źródła cieku znajdują się w wąskim wąwozie na zachód od wsi Lutkowo. Powyżej Lutkowa strumień przepływa przez bagnisty teren, zalewany okresowo płytką wodą. Dalej Omaza płynie w kierunku północnym w otoczeniu przeważnie dzikich łąk. W pobliżu kol. Jachowo zaczyna się podobny dla całego biegu charakter rzeki. Pomimo że w całej okolicy nie ma większych kompleksów leśnych, Omazę i jej niewielkie dopływy otacza szczelnie dziewicze pasmo leśne, składające się z drzew mieszanych, przeważnie liściastych. Niektóre fragmenty rzeki są przykryte gałęziami powalonych drzew. Miejsca te stanowią wspaniałe kryjówki dla pstrągów. Dno rzeki usłane jest przeważnie żwirem, piaskiem i kamieniami. W wielu miejscach zalegają w korycie duże głazy. Żwirowate partie dna stanowią doskonałe tarliska dla potokowców. Nieliczne, zamulone miejsca i grząskie brzegi znajdują się tylko tam, gdzie rzeka wypływa z wąwozu i ma wolniejszy nurt. Ma to miejsce tylko w środkowej części górnego biegu. Dalej rzeka lekko meandruje, po czym, zataczając rozległy łuk w lewo, wpływa za granicę kraju. Odcinek ten jest bardzo krótki, liczy zaledwie kilkaset metrów.


    Omaza, bieg górny

    Odcinek dolny

    Za granicą Omaza znów zmienia kierunek biegu na południowo-zachodni i wpływa ponownie do Polski. Płynie teraz łukiem wygiętym w kierunku głębi kraju. Pod autostradą do Kaliningradu (ciągle w budowie) zmienia kierunek biegu na północno-zachodni, by po około 4 kilometrach ostatecznie opuścić naszą ojczyznę.

    Cały ten łukowaty odcinek jest jednolity i wprost niepowtarzalny. Rzeka rwie jak szalona w głębokiej dolinie, a raczej wąwozie, po kamienistym dnie. Jej dzikość i piękno zapiera dech w piersi każdego rasowego pstrągarza. Nic to, że trzeba raczej brodzić nurtem niepokornej rzeki, niż próbować przemieszczać się wzdłuż jej brzegów. Bystra, ocieniona wysokim lasem rzeka oraz spływające ze zboczy srebrzyste kropelki źródlanej wody powodują, że woda cieku jest niezwykle zimna i dobrze natleniona. Sprzyja to naturalnie bytowaniu i rozwojowi potokowców.


    pstrąg z Omazy


    Jak dodamy, że płynie ona w bezludnej okolicy, to cóż by jeszcze trzeba do szczęścia wybrednym wędkarzom. Sprawa ma jednak kilka haków! Po pierwsze, rzeka płynie na krańcach Rzeczypospolitej i żeby do niej dotrzeć z głębi kraju, trzeba pokonać kilkaset kilometrów. Po drugie, w okolicy brak odpowiedniego zakwaterowania. Po trzecie, uprzedzam Was, drodzy wędkarze, abyście nie wybierali się tam latem. W tym okresie zwykle stan wody w rzece tak się obniża, że wędkowanie jest utrudnione i mało efektowne.


    Omaza, odcinek dolny



    Ichtiofauna i wędkowanie

    Omaza od wielu lat figuruje w Informatorze wód KPiL jako woda pstrągowa Zarządu PZW Elbląg. Nie opisywałem jej dotychczas m.in. z powodów wcześniej wymienionych. Na początku czerwca wybrałem się tam wraz z mym przyjacielem Jarkiem. Był to raczej rekonesans, a nie dłuższe wędkowanie. Testowaliśmy odcinek dalszy, w rejonie przebiegającej górą autostrady. Mimo niskiego stanu wody stwierdziliśmy, że pstrągi w rzece nadal bytują. Spinningując stosowaliśmy na przynętę małe woblery Salmo imitujące głowacza i strzeble, jak również małe błystki obrotowe o białych paletkach. Brania były głównie w większych dołkach. Nie były to wprawdzie „lorbasy”, ale trafiały się pstrągi wymiarowe. Zabraliśmy tylko jednego. Wszystkie pozostałe, jak w wierszu Romana, obdarzone zostały wolnością.

    W Omazie dominującą rybą jest pstrąg potokowy, tylko z naturalnego tarła. Prócz pstrąga w rzece występują jeszcze małe ryby charakterystyczne dla krainy pstrąga i lipienia: głowacze, strzeble i ślizy.

    Informacje dodatkowe:

    Skuteczną metodą połowu na Omazie jest spinning. Mucha, ze względu na charakterystykę rzeki, jest trudna i mało efektowna. Dojazd do łowisk: od wsi Żelazna Góra drogą utwardzoną na północ, pod wymienianą w artykule autostradę.
    Tekst i zdjęcia

    Marian Paruzel
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  2. #47
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Szczupak rusza na żer

    W opinii wielu wędkarzy specjalizujących się w łowieniu drapieżników wrzesień uchodzi za miesiąc przełomu. Żerowanie ryb nie jest już ograniczone do krótkich okresów doby. Zmiany termiki wody i mniejsze nasłonecznienie sprawiają, że podwodni łowcy stają się aktywniejsi, co – rzecz jasna – wędkarz może i powinien wykorzystać.


    Nie ulega wątpliwości, że najpopularniejszą w Polsce rybą drapieżną pozostaje od lat szczupak, i to na nim koncentruje się zainteresowanie zarówno miłośników żywcówki, jak i spinningu. Żywcówkę pozostawię w spokoju – właściwie nic się w tej metodzie nie zmienia poza nieustannymi dyskusjami regulaminowymi (zakazać – nie zakazać). Za to klan spinningistów ma coraz cięższy orzech do zgryzienia – ryb z roku na rok wydaje się mniej. Zastanawiamy się, jak przechytrzyć coraz liczniejszą konkurencję i regularnie łowić „zębate”. Czy tajemnica leży w superprzynętach? A może ważniejsza jest umiejętność czytania wody i błyskawicznego dostosowania się do aktualnych warunków? Wydaje się, że prawda – jak to zwykle bywa – leży pośrodku. Sukcesy odniosą ci, którzy na określonym łowisku będą potrafili dobrać odpowiedni wabik. Dwa warunki – muszą go mieć w pudełku i wiedzieć, jak poprowadzić. Wiele razy widywałem spinningistów, którzy świetnymi przynętami łowili – delikatnie mówiąc – jak nowicjusze, po prostu monotonnie je ściągając. Gdyby ich zapytać o głębokość łowiska czy jego pokrycie roślinnością, odpowiedzieliby: „Panie, zaczepy są raz na dziesięć rzutów”. Ot, niezbędna wiedza.

    Poruszając temat szczupakowych przynęt, nie sposób pominąć kontrowersyjnej kwestii tzw. przebłyszczenia. Pisałem już o tym wielokrotnie, więc tylko krótkie przypomnienie. Szczupaki nie są w stanie nauczyć się, że jakiś wabik jest dla nich groźny. Są za to zmiennie wyposażone genetycznie pod względem reakcji na różne przynęty. Jeśli wędkarze namiętnie łowią na jakiś jej typ, holują przede wszystkim osobniki świetnie na niego reagujące, niszczą ich pulę genową i sprawiają, że wabik staje się nieskuteczny – ale pozostałe w wodzie sztuki i tak słabo by na niego reagowały.

    We wrześniu szczupaki żerują we wszystkich strefach jeziora, niekiedy w trudnych do przewidzenia godzinach, niemniej pewne schematy stają się już powtarzalne i możliwe do wykorzystania. W klasycznym jeziorze szczupakowym występuje dość obszerna strefa roślinności zanurzonej, zwana litoralem. Może być zwarta bądź poprzecinana pasami czystego dna, natomiast zawsze jest płytka (przyjmijmy, że ma do 2 metrów głębokości). Kiedy możemy się tam spodziewać szczupaków? Generalnie przez cały dzień, ale podpływają najbliżej brzegu i są najaktywniejsze w porze świtu i zmierzchu, co wynika z cyklu dobowego ich ofiar – drobnicy.


    Brania takich okazów możemy się spodziewać przez cały dzień,

    ale najaktywniejsze są o świcie i zmierzchu

    Przy spinningowaniu w płytkiej, często dość „zaczepowej” wodzie sprawdzą się przynęty płytko schodzące, podpowierzchniowe, a nawet powierzchniowe. Będą to różnego rodzaju woblery o wydłużonym kształcie i niemal poziomo ustawionym sterze (lub modele bezsterowe), poppery, lekkie wirówki (maksymalnie 5–7 gramów).



    wobler z kolekcji SALMO


    Jeśli gumy, to z antyzaczepem – nie żebyśmy mieli urwać pół pudełka, ale po co płoszyć ryby szarpaniem o jakieś grążele… Warto eksperymentować z modelami i kolorami – wydawać by się to mogło bez znaczenia, kiedy w wodzie jest niemal ciemno, ale z doświadczenia wiem, że drapieżniki mają szósty zmysł, którym odbierają barwy. Niektórzy wiążą to z określoną ciepłotą odcieni.

    Kiedy wędkujemy w różnych porach dnia na pograniczu strefy występowania roślin zanurzonych i czystego dna (naukowo nazywa się to pograniczem infralitoralu i sublitoralu), możemy używać głębiej schodzących woblerów, różnego rodzaju gum i obrotówek o masie do 8–10 gramów. Znów eksperymentujemy z kolorami wabików, nawet jeśli mają zbliżone gabaryty. Dotyczy to zwłaszcza woblerów i przynęt miękkich. W tym drugim przypadku mamy dodatkowo do przetestowania różne ich rodzaje – rippery, żaby oraz twistery z pojedynczym lub podwójnym ogonkiem itd.

    Stosunkowo najprostsze – co nie znaczy, że proste – wydaje się spinningowanie w strefie pelagialu, zwłaszcza w tzw. toniach sielawowych. Ciężkie wahadłówki, duże obrotówki o przeciążonych korpusach, gumy z główkami o masie od kilkunastu do kilkudziesięciu gramów. Ważniejsza w tym przypadku wydaje się systematyczność w obławianiu różnych partii wody i staranność w prowadzeniu wabików, a nie kombinowanie z przynętami – choć oczywiście nie zaszkodzi od czasu do czasu je zmienić.

    Na uboczu tych rozważań pozostały przynęty najrzadziej używane przez spinningistów – takie jak cykady czy muchy tubowe. Przyznaję, że mam z nimi zdecydowanie za mało doświadczeń, by się wypowiadać, ale jeśli ktoś, zdesperowany brakiem brań „na wszystko”, zdecyduje się założyć coś takiego i złowi szczupaka w trzecim rzucie, nie będę zdziwiony. Wędkarstwo jest fascynujące między innymi dlatego, że jest w nim miejsce nie tylko na utarte reguły, ale jakże przyjemne niespodzianki. Których wszystkim życzę jak najwięcej!

    zdięcia:

    SALMO

    J. Wróblewski



    Tekst:
    Paweł Oglęcki
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  3. #48
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Zanęta na rzekę

    MISTRZ POLSKI RADZI


    W czasie zawodów zanęta, szczególnie rzeczna, jest często przygotowywana dużo wcześniej, jeszcze na kwaterach. Wiele składników takiej zanęty wymaga, aby były odpowiednio nawilżone. Moja zanęta nie zawiera żadnych dodatkowych atraktorów. Uważam, że dobra, profesjonalna mieszanka spokojnie może się obejść bez „dopalaczy”.



    Nie znam żadnych cudownych dodatków, choć słyszę, że są prowadzone próby z „chemią”. W każdym razie skład mojej zanęty oparty jest na składnikach naturalnych. Jedynym dodatkiem, jaki stosuję w przypadku przygotowywania zanęt na rzekę, jest melasa w płynie.

    Rozcieńczam 250 ml melasy w litrze wody i, energicznie mieszając zanętę, stopniowo dodaję płynu. Muszę bardzo uważać w czasie nawilżania zanęt, gdyż wymagają one niewielkiej ilości wody, wystarczy mniej więcej litr na 4-kilogramowe opakowanie, by wstępnie była odpowiednio nawilżona. Zanęta „dochodzi” w wiadrze.

    Kolejny krok to dokładne badanie łowiska. Po próbnych przepłynięciach zestawem staram się wyczuć nie tylko siłę nurtu, ale i to, czy warstwy wody układają się równomiernie, bo czasem dołem nie ciągnie prawie wcale, a wtedy zanętę trzeba modyfikować. Dziś przygotuję dwie różne zanęty – kilka kul mniej spoistych, by zanęta „sypnęła” i zwabiła ryby w pierwszej fazie wędkowania, oraz normalną, mocno związaną zanętę gruntową.
    W osobnym wiadrze przecieram glinę. Stosuję 1 opakowanie gliny Sensasa „Brune Humide”, 2 opakowania gliny rzecznej B. Bruda i 1 opakowanie gliny wiążącej B. Bruda. Do przetartej i wymieszanej gliny dosypuję przetartą wcześniej zanętę. Dokładnie mieszam wszystkie składniki, a gdy stwierdzam, że mieszanka jest nieco za sucha, jeszcze ją lekko dowilżam.

    Teraz dodaję przynęty zanętowe – garść kasterów, pół litra pinek i pół kilograma jokersa panierowanego w glinie. Część zanęty, którą przygotowuję do szybkiego zwabienia ryb, odsypuję do osobnego wiadra. Kule nie będą tak mocno ściśnięte. Chcę, żeby szybko się rozpadły. Z pozostałej porcji przygotuję 10 kul, które mają z wolna się rozmywać na dnie.

    W sumie mam około 15 kul, ale kilka pozostawiam w pojemniku do ewentualnego donęcania.
    Zbigniew Milewski
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  4. #49
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Wodne Ranczo

    Równo odcięta linia brzegowa, kształtem przypominając prostokąt lub kwadrat, tworząca - mówiąc gwarą wędkarską - „wannę”. Większości wędkarzy właśnie tak kojarzy się łowisko specjalne. A co powiecie na Mazury na Mazowszu..?




    Jadąc drogą Warszawa – Skierniewice, mijamy miejscowość Brwinów. Właśnie tu, na skraju wspomnianej miejscowości, znajduje się łowisko o nazwie „Wodne Ranczo”. Miejsce, które łączy w sobie dzikość przyrody i bezpieczny wypoczynek.

    Uroki tego łowiska docenił już niejeden z wędkujących tu gości. Sześć stawów podzielonych groblami, o nieregularnej linii brzegowej, porośniętych trzciną i starodrzewem przyciąga wędkarzy swoim pięknem i... rybami. Stawy są pozostałością byłej kopalni gliny z lat trzydziestych ubiegłego wieku, działającej aż do późnych lat siedemdziesiątych. Przez długie lata, bez ingerencji człowieka, kształtowały swój niepowtarzalny charakter. Woda w nich nigdy nie była spuszczona, co przełożyło się na różnorodność gatunków ryb. Jest tu też wiele gatunków ptaków, począwszy od bardzo popularnych, a skończywszy na gatunkach będących pod ścisłą ochroną.



    „Wodne Ranczo” swą nazwę oraz status łowiska specjalnego przyjęło w roku 2008 za sprawą jego gospodarza i właściciela, pana Huberta Pawlaka, który udostępnił obiekt do użytku wędkarskiego. Stawy połączone są śluzami, co umożliwia migrację ryb. Ogólna powierzchnia zbiorników wynosi 6 hektarów wody o zróżnicowanej głębokości – od 1,5 do 5 m. Przybrzeżne drzewa, trzciny i krzewy ocieniają powierzchnię wody, stwarzając rybom warunki umożliwiające prawidłowe bytowanie, zaś raki szlachetne świadczą o czystości tych wód. Przechodząc się dyskretnie brzegami stawów, zauważyć można, stojące pośród podwodnej roślinności, metrowe szczupaki, które wygrzewają swe cętkowane cielska w promieniach słońca. Niewielu wędkarzom jednak udało się je pojmać i wyholować na brzeg. Bardzo często dochodzi do ataku szczupaka na ściągany zestaw z rosówką czy kulką proteinową.

    Takie nieoczekiwane branie dostarcza niesamowitych emocji, jednak hol szczupaka na przyponie z żyłki czy plecionki nie trwa długo i prawie zawsze kończy się tak samo – przegryzionym przyponem. Nie można też zapomnieć o innym przedstawicielu ryb drapieżnych, jakim jest na tym łowisku węgorz. Występujące tu okazy tej ryby nie są łatwe do przechytrzenia. Pomimo wielu prób jeszcze żadnemu wędkarzowi nie udało się złowić okazowego węgorza.
    Wody rancza dają schronienie również innym gatunkom ryb, takim jak: karaś złocisty (jego okazy przekraczają kilogram masy), karaś srebrzysty, płoć, lin, wzdręga czy leszcz. Do ryb niewątpliwie chętnie widzianych na haczyku należy karp, którego też tu nie brakuje. Występują osobniki o masie konsumpcyjnej (1,5 do 3 kg), które sprawiają wiele radości wędkarzom spławikowym. Są też sztuki dochodzące do 25 kg. Już wielu wędkarzom gruntowym zasugerowały potrzebę zmiany sprzętu na inny, oczywiście wyższej klasy.





    Występują także: amur, okoń, sandacz oraz wpuszczony w zeszłym roku pstrąg tęczowy. Przynętami najczęściej używanymi są: białe i czerwone robaki, rosówki, kukurydza, ciasta, kulki proteinowe, przynęty sztuczne. Dozwolony jest wywóz zanęty i zestawów za pomocą łódek zdalnie sterowanych oraz łodzi wędkarskiej będącej na wyposażeniu łowiska. Na potrzeby gości przygotowane są siedemdziesiąt dwa stanowiska, które mogą być wykorzystywane przez całą dobę. Na okres nocy ośrodek jest zamykany, co przekłada się na bezpieczeństwo osób na nim przebywających.

    Z roku na rok gospodarz, pan Hubert, inwestuje w rozbudowę łowiska.Obecnie uruchomiony jest letni bar, w którym możemy zjeść przepyszne dania z grilla, napić się kawy, piwa lub zimnych napojów i posiedzieć pod parasolami. Wytyczone jest też miejsce na ognisko, przy którym bez problemu pomieści się 50 osób. Zorganizowany jest także plac zabaw, co roku na bieżąco modernizowany. W najbliższym czasie na terenie łowiska planowane jest uruchomienie kompleksu turystyczno-mieszkalnego.

    Na „Wodnym Ranczo” możemy bez problemu zorganizować towarzyskie zawody wędkarskie czy imprezę integracyjną. Z opcji tej korzystają często społeczności wędkarskie portali internetowych. Każdego roku organizowane są zawody drużynowe o „Puchar Wodnego Ranczo”. Dodatkowo organizowanych jest kilka imprez otwartych z udziałem wiodących firm polskiego rynku wędkarskiego. Harmonogram imprez wystawiany jest na stronie internetowej łowiska.



    INFORMACJE:

    Łowisko znajduje się w miejscowości Brwinów koło Warszawy (pow. pruszkowski). Dojazd trasą Warszawa – Skierniewice, około 30 kilometrów od centrum Warszawy.

    GPS: N 52°15279', E 20°70320’.

    Występujące gatunki ryb: szczupak, sandacz, węgorz, karaś złoty, karaś srebrny, lin, płoć, wzdręga, leszcz, karp.

    Dozwolone metody połowu: spławik, grunt, żywiec, martwa rybka oraz spinning.
    Połowy odbywają się przez całą dobę w cyklach: dzień – 8.00–20.00 oraz noc – 20.00–8.00.

    Więcej informacji dotyczących cennika i regulaminu na stronie łowiska: http://www.wodneranczo.pl.
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  5. #50
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Staw Zamkowy

    Chciałbym przedstawić malutki fragment naszego kraju, który dzięki swej różnorodności musi nas w sobie rozkochać. Opiszę dzisiaj okolice miejscowości Niemcza.

    Niemcza leży w woj. dolnośląskim, w powiecie dzierżoniowskim, w gminie Niemcza (GPS: N 50 stopni 43 minuty 8 sekund; E 16 stopni 50 minut 2 sekundy). Miejscowość położona jest nad rzeką Ślęzą, sławna z bohaterskiej obrony grodu przed wojskami niemieckiego cesarza Henryka II w 1017 r. Prawa miejskie otrzymała ok. 1282 r.

    Gmina Niemcza znajduje się na przedgórzu środkowej części Sudetów, przy drodze krajowej nr 8 z Wrocławia do Kudowy Zdroju. W równej odległości (ok. 50 km) od Wrocławia i Wałbrzycha. Samo miasto położone jest na wysokim wzgórzu, które dodaje całej scenerii wyjątkowości. Fragmenty murów obronnych z 1470 r., zamek renesansowy książąt brzesko-legnickich z XVI w., zielone zbocza wzgórza, wyjątkowa architektura oraz cel naszej wędkarskiej eskapady – Staw Zamkowy – to czynniki, które zdeterminowały mój wybór.

    Dodatkowym atutem, przemawiającym za obowiązkiem odwiedzenia tego miejsca, jest leżące w pobliżu (miejscowość Wojsławice) fantastyczne arboretum. Jedno z najpiękniejszych i najbardziej znanych w Europie.



    Właśnie gdy oglądałem ozdobne rybki pływające w jednym z licznych oczek wodnych na terenie arboretum, zostałem zagadnięty przez jednego z pracowników technicznych ogrodu. Powiedział: „Po duże ryby to musi Pan pojechać niżej. Do centrum Niemczy. Na zamek”. Miałem wrażenie, że gość robi mnie w przysłowiowego konia! Duże ryby? Centrum miasta? Zamek? Okazało się, że faktycznie tuż przy zamku, w centrum miejscowości, pomiędzy ulicami Batalionów Chłopskich i Gumińską, znajduje się bardzo stary Staw Zamkowy.

    Kilka sekund obserwacji, chwila analizy, kilka standardowych pytań skierowanych do sąsiada i zazdrość, gdy wyciąga ładnego karpika. Wiedziałem, że wyjazd będzie całkowicie udany!



    Musiałem tylko zmienić swe zestawy. Moje ciężkie feedery, przygotowane pod kątem wędkowania w Odrze, musiałem przezbroić na bardzo lekkie feederki, praktycznie bez obciążenia, gdyż właśnie taki oręż wiedzie prym na tym łowisku. Sięgnąłem po najczulsze szczytówki, ciężkie koszyki zanętowe zmieniłem na koszyki o dużej średnicy, bez obciążenia. Musiałem zamontować bardzo długie rurki antysplątaniowe, ze względu na muliste dno. Człowiek uczy się całe życie.

    Warunkiem udanych łowów, głównie średnich karpi, leszczy i gruntowych płoci, są zestawy gruntowe, bardzo delikatne, z długimi przyponami.

    Postanowiłem się zmierzyć z gruntowymi płociami i leszczami z tego łowiska. Mój sprzęt mógł również być testowany przez karpie. Na tym łowisku należy osiągnąć kompromis między finezją
    a wytrzymałością. Toporne zestawy są najzwyczajniej nieskuteczne, a linki o średnicach powyżej 0,25 mm wręcz eliminują brania. Standardem jest tu żyłka o średnicach 0,20 i 0,18 na przyponie. Wspominałem już o stosowaniu długich rurek antysplątaniowych, które w moim przypadku stanowiły centralną część podajnika zanęty. Haczyki wielkości 10 są optymalne przy połowie gruntowych leszczy i karpików.

    Inaczej sprawa wygląda przy połowie na bata. Takich wędkarzy także było całkiem sporo. Ich główne trofea stanowiły płocie. Jednak w takich połowach sednem była delikatność. Wędki typu bat, często z amortyzatorem, żyłka główna 0,14, przypon 0,12 mm. Haczyki najczęściej nr 18. Przynęta numer jeden to pinka barwiona na kilka kolorów. Zauważyłem także pewną prawidłowość. Przy połowach na wędki bez kołowrotków oraz na wędkę z zestawem spławikowym (zestawy płociowe) stosowano zawsze zanętę o ciemnej barwie. Wnioskuję, że ma to związek z bardzo ciemnym, mulistym dnem. Sytuacja taka może wiązać się z tym, że drobnica żerująca na tle plamy jasnej zanęty staje się łatwym celem dla drapieżników. Opisywane łowisko bogate jest w sandacze i szczupaki. Stąd może metodą prób i błędów wędkarze doszli do wniosku, że jasne zanęty są zdecydowanie mniej skuteczne od ciemnych.

    Zupełnie inaczej wygląda sprawa w połowach metodami gruntowymi. Tu z założenia naszymi zdobyczami będą osobniki większe, które nie stanowią tak łatwej zdobyczy dla drapieżników. Wiadomą sprawą jest, że jasna zanęta doskonale kontrastuje z ciemnym dnem i przy niewielkiej głębokości łowiska (w tym przypadku od 0,7–3 m) jest doskonale widoczna przez żerujące ryby.

    W czasie mojej wyprawy podstawowymi zanętami były zanęty w typie „lin – karaś” o słodkim, miodowym zapachu. Osobiście stosowałem zanętę płociową, pomieszaną z zanętą leszczową o wyraźnym zapachu nostrzyka, kolendry i… karmelu. Zwyczajowo do zanęt leszczowo-płociowych dodaję mielonego arachidu i kopry z melasą. Melasa dodatkowo dosładza zanętę, lekko klejąc i barwiąc.

    Zasięg rzutów nie musi być daleki. Łowisko ma łagodne brzegi, o niewielkiej gradacji głębokości. Aby mieć okazję walki z pięknym leszczem czy grubiutkim karpiem, nie trzeba rzucać pod drugi brzeg. Warunkiem udanych połowów jest ciche zachowanie i rozsądek.

    Do pasji doprowadzał mnie jeden z wędkarzy, który dźwiękiem swoich sygnalizatorów mógłby obudzić wszystkie duchy z pobliskiego zamku!

    Staw Zamkowy w Niemczy jest bardzo ciekawym, atrakcyjnym łowiskiem. Jest zadbany i fantastycznie zarybiony. Wędkowanie dozwolone jest na opisywanym łowisku od świtu do zmierzchu. Limit karpia wynosi dwie sztuki, obowiązuje zakaz wędkowania do dwóch tygodni po zarybianiu. Fantastycznym pomysłem jest także wymiar ochronny karpia. Nie tylko ten dolny, który wynosi tu 35 cm, ale także ten powyżej 60 cm. Wymiarem ochronnym dodatkowo objęty jest także amur – wynosi on 50 cm



    Opisując okolice Niemczy, nie wolno ominąć wspomnianego wcześniej wojsławickiego arboretum. Jest ono filią Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, a leży wśród Wzgórz Dębowych (fragment Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich). Powierzchnia arboretum to aż 61 ha, w tym 5 ha zabytkowego parku, 2 ha byliniarni, 12 ha sadu starych odmian czereśni i 42 ha nowych terenów. Poraża także liczba gatunków i odmian roślin zebranych w ogrodzie: ponad 4000 gatunków i odmian, w tym 880 odmian azalii i różaneczników, których kolorów, odcieni i zapachów nikt chyba nie jest w stanie wymienić.

    tekst i zdjęcia:
    Piotr Kondratowicz
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  6. #51
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Adriatyk bez tajemnic
    Chorwacja, a w szczególności Dalmacja jest często odwiedzana latem przez polskich turystów i wczasowiczów. Sporą grupę wśród nich stanowią wędkarze. Postanowiłem przybliżyć polskim wędkarzom temat połowów w Adriatyku, biorąc pod uwagę dominujący sprzęt i techniki wędkarskie stosowane przez miejscowych. Spróbuję również podpowiedzieć, na jakie przynęty byłoby dobrze łowić oraz jakich gatunków ryb możemy się spodziewać.

    Żeby było prościej, rozdzielimy wędkowanie z brzegu od wędkowania z łodzi. Do gruntowego wędkowania używa się wędki o ciężarze wyrzutowym od 50 gramów i więcej. Żyłka główna od 0,30 do 0,60 mm. Kołowrotek średni lub duży, najlepiej morski.

    Brzegowy paternoster

    Proponuję dwa proste zestawy, które możecie doskonalić w zależności od aktualnie panujących warunków i wyników łowienia: paternoster i ciężarek przelotowy. W pierwszym zestawie żyłka główna kończy się krętlikiem, na krętlik nawiązuje się żyłkę o 0,10 mm cieńszą od żyłki głównej. Na tę żyłkę, w odległościach od 30 do 50 cm (co zależy też od długości wędki), wiążemy boczne troczki długości 15–20 cm. Troczki powinny być cieńsze od żyłki, na którą są wiązane, o 0,1 lub 0,05 mm. Najczęściej stosuje się przypony (troki) grubości od 0,20 do 0,30 mm. Najlepiej tę część wykonać z fluorocarbonowej żyłki, która według producentów jest niewidoczna. Wielkość haczyków: od numeru 11 do 15 według numeracji Mustada, haczyki koniecznie ze stali nierdzewnej. Po ostatnim troczku na żyłce mocujemy krętlik, a do niego wiążemy za pomocą cienkiej żyłki ciężarek. Ponieważ będziemy łowić najczęściej na dnie skalistym, przy ewentualnym zaczepie stracimy tylko ciężarek lub jeden haczyk, a nie cały zestaw.

    Z tym zestawem łowimy prawie wszędzie, jednak najlepiej tam, gdzie skalisty brzeg stromo opada do morza. Rzucony zestaw opada na dno, a my wędkę trzymamy w ręku i odpowiadamy na brania zacięciem. Czasami można zestaw ściągać do siebie, ale to grozi zaczepami. Zaczepów będzie co niemiara! Dlatego dobrze jest zaopatrzyć się w dużą ilość haczyków i ciężarków lub – jak to robią miejscowi wędkarze, którzy w zimowe, sztormowe wieczory wiążą dziesiątki zestawów – przygotować wcześniej więcej zestawów, opisać je i ułożyć w przezroczystych koszulkach.

    Co zakłada się na haczyk jako przynętę? Długo by można o tym pisać. Spróbuję ograniczyć się do podstawowych, zabójczych i ogólnodostępnych przynęt. Przede wszystkim są to fileciki ze świeżej sardynki, sardeli lub ostroboka. Ponieważ chodzi o delikatne mięso, które drobnica natychmiast rozszarpie, sąsiedzi z naprzeciwka (Włosi) wymyślili cienką gumową nitkę (filo elastico). Owija się nią miękkie przynęty na haczyku, żeby doczekały większej zdobyczy. Za pomocą wspomnianej nitki mocuje się także do haczyka delikatne i śliskie mięso małża lub omułka. Jeżeli macie problem ze zdobyciem świeżej przynęty, trzeba po prostu wybrać się do Lidla i kupić mrożone szprotki (wprost z Polski) lub mrożone kalmary. Kalmara przed założeniem na haczyk należy trochę ubić, jak schabowego, żeby nie był zbyt twardy.



    Łowienie z dna

    Drugi zestaw adresowany jest do mniej aktywnych lub tych, którzy lubią ustawić się z kilkoma wędkami. Zestaw jak wyżej, tylko tym razem na głównej żyłce znajduje się przelotowy ciężarek o masie od 30 do 70 g.
    Potem krętlik, a z drugiej strony na krętlik wiążemy przypon dowolnej długości i grubości. Haczyki takie jak na większą rybę. Przynęta – martwa rybka, większy kawałek kalmara, mięso ślimaka morskiego (Murex sp.) lub białe mięso ogórka morskiego (strzykwa – Holothuria sp.). Czasami, kiedy nastawiam się na dużą doradę (Sparus aurata), robię zestaw bez przyponu. Na główną żyłkę 0,40 mm nawlekam długi ciężarek przelotowy, perełkę, a na końcu wiążę haczyk, taki jak na karpia. Przy zacięciu dużej ryby ciężarek ma za zadanie zejść do samego haczyka, czyli znaleźć się w paszczy dorady i w ten sposób chronić żyłkę przed przegryzieniem. Dorada ma naprawdę mocne uzębienie, którym miażdży najgrubsze muszle małż. W ten sposób można zabezpieczyć też żywca (lub za pomocą stalowego przyponu) i nocą ustawić się na kongera albo murenę. Można łowić przy otwartym lub zamkniętym kołowrotku.

    Na opisane zestawy wędkuje się o każdej porze roku, dnia i nocy. Można spodziewać się brań ryb z rodziny prażmowatych (dorada, amarel, pandora, bops, dubiel, kielec) i innych, bardziej drapieżnych.



    Skuteczny spławik

    Następny sposób łowienia z brzegu, który w Chorwacji nie jest popularny wśród wędkarzy z osad nadmorskich, to łowienie na spławik. Z ciężkim sercem przyznaję, że spławikowcy mają coraz lepsze wyniki. Na spławik można wędkować „bolonką”, ale i „batem” oraz każdą wędką teleskopową. Spławik musi być dobrze wyważony, a przynętą jest bardzo często tylko chleb lub ciasto z białego chleba ubite z tartym serem. Zestaw delikatny: żyłka 0,14–0,18 mm, haczyki jak na płoć. Ponieważ w 80% naszą zdobyczą będą mugile (Mugil sp.), to zestaw powinno się lokować płytko, maksymalnie na pół metra głębokości. Zestaw rzuca się daleko od brzegu, w miejsce, które możemy zanęcić. Brania mugili są chimeryczne. Czasami spławik tylko się kiwa.

    Oprócz chleba na haczyk można założyć filecik z sardynki lub mięso z omułka. W tym przypadku można złowić też obladę, salpę, a nawet labraksa. W Chorwacji nad morzem nie ma sklepu, w którym można kupić białe robaczki. Są one nocą doskonałą przynętą na labraksa, który jest nocnym zbójnikiem (z zachowania taki sandacz morski). Na delikatny, nocny zestaw spławikowy jako przynętę zakłada się małe, przezroczyste krewetki obecne przy linii brzegowej. Labraksa można też złowić na martwą rybkę, żywca, a nawet na spinning (na gumki i małe woblery przypominające stynkę lub ukleję). Jako prawdziwy drapieżnik labraks czai się w pobliżu falochronów, w portach, w cieniu statków. To uciekając przed nim w godzinach nocnych drobnica „uczy się latać”. Nie robi tak dużo hałasu, jak boleń, ale można rozpoznać, że żeruje. Lepiej się go łowi, kiedy woda morska jest trochę mętna i niespokojna. Jest dosyć pospolity, ponieważ jest to gatunek hodowany na licznych fermach, gdzie trą się dojrzałe ryby, a część narybku często ucieka z sadzów.



    Na spinning

    Na brzegu można się jeszcze pobawić spinningiem, tylko latem jest to mało skuteczna metoda. Z jednej strony przeszkodą są wysokie temperatury, a z drugiej liczni hałaśliwi turyści oraz jeszcze bardziej hałaśliwe motorówki, skutery wodne itp. Jeżeli komuś to nie przeszkadza, polecam spinningować skoro świt. Najbardziej uparci, choć stracą na zaczepach mnóstwo przynęt, będą się mogli spotkać oko w oko z drobnymi, kolorowymi drapieżnikami, podobnymi do niedorosłych okoni, lub z belonami.

    Ci, którzy wędkują nad Adriatykiem w maju lub z końcem września, mogą liczyć na brania ostroboka, makreli japońskiej, koliasa, nawet serioli i palamidy. Najczęściej stosowane przynęty spinningowe to woblery, rippery, twistery i wahadłówki. Od jesieni do wiosny pod brzeg podpływają kalmary, które łowi się na sztuczne przynęty podobne do woblerów, powleczone tkaniną o jaskrawych kolorach. Zamiast w kotwiczki, uzbrojone są one w jeden lub dwa wieńce igiełek bez zadziorów.



    Z łódki tradycyjnie

    Łowienie z łódki jest osobną historią w wędkarstwie chorwackim. Jego pasjonaci dzielą się na tych, którzy łowią metodami tradycyjnymi, oraz na tych, co łowią za pomocą wędek uzbrojonych w kołowrotki.

    Tradycjonalistom do dobrej zabawy nie trzeba wiele. Na kawałki styropianu nakręcone dziesiątki metrów żyłki różnej średnicy, pudło z ciężarkami oraz pudełeczko z haczykami. Zestaw montują w zależności od warunków pogodowych, miejscówki, głębokości, prądów morskich, planowanej zdobyczy i dostępnej im przynęty. Najczęściej są to różne warianty systemu paternoster. Łódką podpływa się nad podwodne górki z kamienia, które miejscowi znają z dziada, pradziada. Na tych miejscach kotwiczy się, rzucając do morza „kota”. Tak nazywają się kotwice zrobione z wygiętych prętów grubości 6–8 mm. Taka kotwica ma zatrzymać łódkę w miejscu, a w przypadku mocnego zakleszczenia się w skałach, pozwala na odhaczenie, kiedy pręty się prostują. Najczęściej kotwiczy się na najwyższym miejscu, a później – wypuszczając sznurek – szuka się głębokości, na której żerują ryby. Przynęty są takie same jak do połowów z brzegu. Osobiście lubię wędkowanie nocne na dużych głębokościach. Kamieniste dno na głębokości od 80 do 110 m zawsze może zaskoczyć „potworem”. W ten sposób łowię dorszowate, kongery i skorpenowate. W dzień, na dużych głębokościach, można puszczać „sabiki” – zestawy z 6–7 haczyków ozdobionych nitkami i piórami. Łowią się na nie ostroboki, makrele i inne stadne drapieżniki pelagiczne.



    Na trolling

    Niektórzy chorwaccy wędkarze uważają, że prawdziwe wędkowanie to tylko trolling. Oni z kolei dzielą się na tych, którzy łowią tylko na żywe i naturalne przynęty (kalmary, belony), i na tych, co łowią na przynęty sztuczne. Jest to aktywny sposób łowienia. Tradycjonaliści wypuszczają do morza tylko jeden zestaw. Całymi dniami szukają brania na różnych miejscówkach i głębokościach. Ciągle są w ruchu i próbują złowić albo kielca (Dentex dentex), albo seriolę olbrzyma (Seriola dumerili). Inne ryby są tylko przypadkową zdobyczą. Niektórzy nawet są w stanie określić, po zachowaniu żywego kalmara lub belony 70 m za łódką, czy drapieżnik jest blisko i czy uderzy. Ci, co łowią przynętami sztucznymi, nastawieni są na kuzynów barakudy, na różne mniejsze tuńczyki, na labraksa i inne pelagiczne drapieżniki. Często ten sposób wędkowania nazywamy „light big game fishing” w odróżnieniu od prawdziwego „big game fishing”, którego celem są tuńczyki błękitnopłetwe (wymiar ochronny 30 kg) oraz inni gospodarze ostatniego piętra piramidy troficznej – rekiny.
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  7. #52
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Jiging jako metoda łowienia ryb z łodzi dopiero od paru lat jest u nas znany. W Bałtyku stosuje się go do łowienia dorszy. W sklepach biją po oczach różnego koloru i masy pilkery, kolorowe plecionki oraz mocne kije i kołowrotki z Japonii. Na razie na reklamy, promocje i nietani sprzęt chwytają się wędkarze, ryby chyba się jeszcze zastanawiają. Chociaż na „You tube” są już całkiem przekonujące filmiki potwierdzające skuteczność tej metody.

    Leon Grubsic
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  8. #53
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    2011-09-28
    Morskie Grand Prix Polski - wrzesień 2011

    W dniach od 9 do 11 września w Łebie odbywały się zawody o Puchar Burmistrza tego nadmorskiego grodu, których organizatorem był WKKS Słupia, a właściwie Grzegorz Kondrat i Krzysztof Zieniewicz. Zawody te kończył cykl imprez składających się na Grand Prix Polski w wędkarstwie morskim. Do rywalizacji przystąpiło 75 zawodników z całego kraju.

    Prognozy były dość optymistyczne, tak więc była szansa na to aby w końcu rozegrać wszystkie zaplonowane tury. Zawodnicy rozlosowani zostali na 5 kutrów: Jurny, Łeb 39, Łeb 82, Marcel i Halny

    Pierwszy dzień łowów nastąpił po praktycznie całotygodniowym sztormie, tak więc na rewelacyjne wyniki nikt się nie nastawiał. Do łowiska płynęliśmy prawie 2,5 godziny, ale w tak doborowym towarzystwie to prawdziwa przyjemność. Ryby nie chciały zbytnio współpracować, choć jak na zawody to wyniki były całkiem przyzwoite. Sektory wygrywali zawodnicy, którzy łowili od 11 do 15 ryb.

    Na sobotni wieczór organizatorzy z wielkim rozmachem zaplanowali spotkanie integracyjne, a właściwie biesiadę, która była doskonałą okazją do luźnej wymiany poglądów i snucia planów przed ostatnią turą Grand Prix Polski 2011.

    Druga tura odbywała się na tych samych łowiskach co pierwsza, ale pomimo zdecydowanie lepszej pogody ryby ignorowały serwowane, jakby nie patrzeć przez wytrawnych wilków morskich, specjały . Brały bardzo chimerycznie i delikatnie a co za tym idzie, wyniki tego dnia były dużo gorsze niż dobę wcześniej.

    Po powrocie do portu sędziowie ostro przystąpili do pracy i w rezultacie sędzia główny zawodów Józef Janowski mógł ogłosić wyniki, które wyglądały następująco:

    Piotr Ziółkowski

    Mariusz Getka

    Witold Janiak

    Kazimierz Klamrowski

    Janusz Ciesielski

    Czecził Jarosław

    Po dekoracji zwycięzców ogłoszono również klasyfikacja Grand Prix Polski 2011, która w tym roku miała szczególne znacznie, gdyż na jej podstawie typowana będzie Kadra Narodowa na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy, które odbędą się we wrześniu w Darłowie.

    Końcowa klasyfikacja GPx przedstawia się następująco

    Mariusz Getka

    Witold Janiak

    Roman Olma

    Krzysztof Sosnowski

    Jerzy Bajer

    Sponsorami zawodów byli: Jaxon, Mikado, Getka Pilker, Grauvell, Spinnex, Burmistrz Miasta Łeba, Dragon, Fiskars.
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  9. #54
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    2011-09-20
    Relacja z Finału Ligi Dzieci i Młodzieży Koła PZW nr.7 Kąty Wrocławskie

    10 września na Żwirowni w Kątach Wrocławskich przeprowadziliśmy trzecią turę i zarazem finał „Ligi Dzieci i Młodzieży” dla małych mieszkańców Gminy Kąty Wrocławskie. Tego dnia do ostatniej tury przystąpiło 5 dziewczyn i 8 chłopaków. Tak jak w poprzednich turach przeprowadziliśmy: zawody wędkarskie, sprawnościowe i test wiedzy wędkarsko-ekologicznej. Niestety media jakie były zaproszone na finał nie dojechały, a szkoda, bo zabawa była przednia. Niektórym uczestnikom łezka w oku się kręciła, że to już koniec w tym roku zmagań, jakie dla nich przygotowaliśmy. Po zawodach kiełbaska z grilla i rozdanie nagród dla uczestników trzeciej tury ufundowanych przez sponsorów. Ogłoszenie wyników finałowych to kolejny etap, na który czekali wszyscy uczestnicy razem z opiekunami:

    Grupa Młodsza

    1m. Jakub Tul – klasa 6 – Szkoła Podstawowa w Gniechowicach

    2m. Wiktoria Witaszek – klasa 6A – Szkoła Podstawowa nr1 w Kątach Wrocławskich

    3m. Martyna Włodarczyk – klasa 4C – Szkoła Podstawowa nr1 w Kątach Wrocławskich

    4m. Kaja Konieczna – klasa 3A – Szkoła Podstawowa nr1 w Kątach Wrocławskich

    4m. Kuba Boczar – klasa 2 – Szkoła Podstawowa w Rakoszycach

    6m. Sandra Ziemińska – klasa 5A – Szkoła Podstawowa nr1 w Kątach Wrocławskich

    7m. Damian Raich – klasa 1A – Gimnazjum Kąty Wrocławskie

    8m. Szymon Teodorowski – Przedszkole we Wrocławiu

    9m. Patryk Radwański –

    10m. Paweł Teodorowski – Przedszkole we Wrocławiu

    Grupa Starsza

    1m. Dariusz Jarominiak – klasa 3D – Gimnazjum Kąty Wrocławskie

    2m. Paulina Synówka – klasa 1D – Gimnazjum w Jaszkotlu

    3m. Łukasz Wróbel – klasa 1TA – Technikum we Wrocławiu

    Pierwszym finałowym trójkom prezes Koła Piotr Stokłosa wręczył puchary.

    Wszyscy młodzi wędkarze otrzymali dyplomy oraz nagrody rzeczowe ufundowane przez sponsorów. A byli nimi:

    Gmina Kąty Wrocławskie, Bank BZ WBK odział Kąty Wrocławskie reprezentowany przez Pana dyrektora Dariusza Antoszczyszyna, Ośrodek Konny Stróża, ARCHECO Galeria Projektów dom dla ciebie, Sima sklep HALLO Rynek Kąty Wrocławskie, Firma kosmetyczna Oriflame reprezentowana przez Panią dyrektor Agnieszkę Gelbert, KATE SERVICE Katarzyna Ziemińska oraz nasze Koło nr7.

    Zarząd Koła serdecznie dziękuje uczestnikom oraz sponsorom Ligi Dzieci i Młodzieży.

    Redakcja Wiadomości Wędkarskich serdecznie gratuluje wszystkim uczestnikom zawodów

    Materiał zamieszczony na prośbę

    Vice prezes do spraw organizacyjnych

    Krzysztof Witaszek
    Ostatnio edytowane przez Marko ; 03-10-2011 o 18:34
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  10. #55
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    2011-09-08
    III Olimpiada Wędkarska (3th Sport Fishing World Championship)

    Trochę z tarczą, trochę na tarczy. Od Bolzano na północy aż po okolice Rzymu na południu, w 6 różnych włoskich regionach: Toskanii, Umbrii, regionie Emilia Romana, a także Trentino, Ligurii i Lazio, we włoskich rzekach, jeziorach i okalającym włoskie wybrzeże Adriatyku, w ramach trzeciej w historii Olimpiady Wędkarskiej rozegranych zostało 25 imprez wędkarskich w randze mistrzostw świata w wędkarstwie morskim, spławikowym, muchowym, spinningowym, karpiowym i gruntowym. Udział wzięło blisko 50 narodowych reprezentacji (tylko w mistrzostwach świata seniorów, najliczniej obsadzonej konkurencji, rywalizowało 36 narodowych drużyn).

    Polskę w tych zawodach reprezentowały drużyny w wędkarstwie spławikowym w kategorii junior U14, junior U18, junior U22, kobiet oraz mężczyzn, w wędkarstwie muchowym (junior oraz senior), oraz w wędkarstwie spinningowym z łodzi oraz z brzegu. Udział naszych ekip to przedsięwzięcie kosztowne (odnotujmy, że wsparcia finansowego naszym reprezentacjom, oprócz PZW, udzieliło także Ministerstwo Sportu i Turystyki) i wymagające ogromnego zaangażowania od zawodników, trenerów i członków wszystkich ekip. Trzeba też pamiętać, że pomimo tego nie zawsze udaje się nawiązać równorzędną walkę ze światową czołówką. Praktycznie we wszystkich kategoriach i dyscyplinach poziom wyszkolenia, myśli taktycznej, a także wyposażenia nieustannie rośnie. Ale, podobnie jak w starożytnych olimpiadach, tak we współczesnych olimpiadach wędkarskich liczy się nie tylko zwycięstwo, ale sam udział w sportowej rywalizacji. I choć tym razem nie było nam dane wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego, to z pewnością nasz udział został dostrzeżony, a wielu kibicom w Polsce dostarczył sportowych wrażeń i niezłych emocji.

    Polskie ekipy przywiozły do kraju 4 medale – dwa srebrne krążki zdobyli spławikowcy w kategorii U22 drużynowy i indywidualny), jeden brązowy w klasyfikacji indywidualnej przywieźli do kraju muszkarze w kategorii junior, jeden zaś muszkarze w kategorii seniorów (medal w klasyfikacji drużynowej).

    W ogólnej klasyfikacji medalowej znaleźliśmy się na 14 miejscu spośród 25 krajów, których reprezentanci w tej Olimpiadzie zdobyli jakikolwiek medal. Na pierwszym miejscu znalazły się Włochy – tym razem gospodarze okazali się niezbyt gościnni, zagarniając znaczną część z całej medalowej puli (26 złotych, 12 srebrnych i 10 brązowych). Za nimi uplasowali się Belgowie oraz Francuzi. Uroczyste wręczenie najważniejszego trofeum, czyli ogromnego pucharu za to właśnie osiągnięcie, nastąpiło w niedzielę, 4 września, w czasie finałowego wręczania medali najlepszym wędkarzom spławikowych Mistrzostw Świata Seniorów w Ostellato. Było to symboliczne zwieńczenie tego wspaniałego wydarzenia.

    Ponieważ odległości pomiędzy miejscami rozgrywania poszczególnych mistrzostw były ogromne, a w wielu przypadkach terminy się pokrywały, toteż specjalnemu wysłannikowi trudno było osobiście uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. Warto jednak dokonać krótkiego podsumowania przebiegu rywalizacji na wszystkich arenach, bo emocji nie brakowało, a wyciągnięte wnioski mogą być bardzo pouczające.



    Mistrzostwa Świata w Wędkarstwie Muchowym Juniorów

    Nasz kraj w tych rozgrywkach reprezentowali: Mateusz Irsak, Filip Kuras, Michał Greszta, Artur Tarasek, Jakub Nocoń, Mateusz Makówka. Trenerem był Andrzej Wnękowicz, II trenerem Łukasz Ostafin, kierownikiem drużyny Adam Wnękowicz. Pomoc techniczna to Antoni Wnękowicz i Artur Szczygieł. Areną zmagań młodych puszkarzy była rzeka Tevere w Arezzo (region Toskania). Zawody rozegrano w dniach 30 sierpnia – 1 września.

    W kategorii drużynowej Polska nie odegrała szczególnej roli – w ostatecznej klasyfikacji, po 5 turach, zajęliśmy 7 miejsce na 11 startujących drużyn. Rywalizację wygrali Amerykanie, przed Włochami i Hiszpanią. Jednak niespodzianka czekała nas w klasyfikacji indywidualnej – nasz reprezentant, Mateusz Irsak, sięgnął po brązowy medal! To był pierwszy z medali zdobytych w Olimpiadzie Wędkarskiej. Odnotujmy jeszcze, że mistrzem świata w tej kategorii został Czech Lukas Starychfojtu, a wicemistrzem Dan Marino z USA. Miejsca pozostałych Polaków: Filip Kuras – 26 miejsce, Michał Greszta – 40 miejsce, Mateusz Makówka – 50 miejsce, Artur Tarasek – 56 miejsce.



    Mistrzostwa Świata w Wędkarstwie Muchowym Seniorów

    Nasz narodowy team wystąpił w składzie: Piotr Konieczny, Marek Walczyk, Kazimierz Szymala, Tomasz Wieczorek, Artur Trzaskoś. Trenerem drużyny był Andrzej Wawryka, II trenerem Antoni Bogdan, kierownikiem reprezentacji Piotr Pszczółkowski.

    W sportowym wędkarstwie muchowym mamy bogatą i zapisaną złotymi zgłoskami historię. Są w niej tytuły mistrzów świata, zarówno drużynowe jak i indywidualne, a także kilka krążków z mniej szlachetnych kruszców. Gdy więc nasi zawodnicy przystąpili do rywalizacji nad Lago di Bràise Torrenti pod Bolzano, kibice w Polsce trzymali mocno kciuki. I nie zawiedli się – choć w klasyfikacji indywidualnej żaden z naszych nie zmieścił się w czołowej dziesiątce (najlepszy z naszej ekipy Piotr Konieczny uplasował się na 13 pozycji), to w klasyfikacji drużynowej było już zdecydowanie lepiej – podsumowanie po 5 turach dało nam upragniony medal, tym razem z brązu. Daliśmy się wyprzedzić tylko gospodarzom (złoty medal) oraz Czechom (srebrny medal). W klasyfikacji indywidualnej tytuł mistrzowski zdobył reprezentant gospodarzy, Valerio Santi Amantini, wicemistrzowski kolejny Włoch – Stefan Cominazzini, a na trzecim miejscu uplasował się Roman Heimlich z Czech.

    Odnotujmy jeszcze wyniki pozostałych Polaków: Artur Trzaskoś – 15 miejsce, Marek Walczyk – 19 miejsce, Kazimierz Szymala – 26 miejsce, Tomasz Wieczorek – 51 miejsce.
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  11. #56
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Mistrzostwa Świata w Wędkarstwie Spinnigowym z Łódek

    Polskę reprezentowała drużyna w składzie: Sławomir Czajkowski, Krzysztof Kacprzak, Zbigniew Wróbel, Grzegorz Zarębski, Michał Kłobut, kierownikiem i zarazem drugim trenerem był Tomasz Duer.

    Zawody rozegrano w dniach 31 sierpnia – 1 września na rzece Pad w okolicach miejscowości Boretto. Do rywalizacji przystąpiło 11 reprezentacji, Polska zajęła w tej stawce bardzo dobre, piąte miejsce, uzyskując 43 punkty (miejsca w turach 6 i 15 oraz 8 i 15). Tytuł mistrzowski przypadł w udziale Węgrom (25 punktów), srebrny medal (także 25 punktów), brązowy natomiast zawodnikom z Litwy (29 punktów).

    Zawodnicy wędkowali w parach, stąd w klasyfikacji indywidualnej na kolejnych miejscach odnotowywane są dwa nazwiska. Tytuły indywidualnych mistrzów świata w tej konkurencji wywalczyli Zoltan Peli i Gyorgy Szegedi w Węgier (6 punktów), wicemistrzami zostali Laurentiu Andronic i Ion Dumitru z Rumunii (także 6 punktów), a brązowy medal przypadł w udziale parze Saulius Bartusevicius i Darius Jakiunas z Litwy (7 punktów). Miejsca zajęte przez Polaków: Sławomir Czajkowski i Grzegorz Zarębski uplasowali się na 6 miejscu (14 punktów), a para Krzysztof Kacprzak i Zbigniew Wróbel na miejscu 17 (29 punktów).



    Mistrzostwa Świata w Wędkarstwie Spinnigowym z Brzegu

    W skład reprezentacji Polski weszli: Sebastian Mazur, Andrzej Lipiński, Hubert Cygler, Wojciech Miernik, Zbigniew Biernacki, Maciej Żejmo. Trenerem reprezentacji był Andrzej Leśnik, II trenerem Marek Kwiatkowski.

    Nasi zawodnicy rywalizowali w dniach 30 – 31 sierpnia na rzece Nera w okolicach Borgo Cerreto. I tym razem trzeba podkreślić, że gospodarze Olimpiady potrafili wykorzystać atut swojego łowiska – ich zwycięstwo w tych zawodach było bezapelacyjne, w finałowej punktacji na swoim koncie mieli jedynie 82,5 punkta, gdy tym czasem Chorwaci, którzy zdobyli tytuł wicemistrzowski zgromadzili tych punktów już 181,5, a brązowi medaliści Słowacy 191. Polska drużyna wypadła średnio – 9 miejsce (267,5 punkta) w stawce 16 drużyn narodowych to wynik na pewno poniżej oczekiwań, a już na pewno poniżej możliwości naszych wędkarzy.

    Wobec takiej przewagi Włochów w klasyfikacji drużynowej podział medali w klasyfikacji indywidualnej nie był specjalnym zaskoczeniem – złoty medal wywalczył Włoch Arno Hermann, srebrny jego rodak Giacomo Muin, a brązowy Alexey Shanin z Rosji. Miejsca zajęte przez naszych zawodników: Andrzej Lipiński – 6 miejsce, Sebastian Mazur – 18 miejsce, Wojciech Miernik – 39 miejsce, Hubert Cygler – 66 miejsce, Zbigniew Biernacki – 72 miejsce.



    Spławikowe Mistrzostwa Świata Juniorów U14

    W dniach 1 i 2 września, jednocześnie na trzech różnych łowiskach, rozegrane zostały spławikowe zawody w kategoriach juniorskich. Polska wystawiła reprezentacje we wszystkich kategoriach wiekowych.

    W kategorii wiekowej U14, której finałowe rozgrywki ulokowano na rzece Arno w okolicach Fornacette k/ Pizy, nasz kraj reprezentowała drużyna w składzie: Wiktoria Żok, Magdalena Jasińska, Łukasz Adamczyk, Jakub Derlaga, Marcin Wacha. Trenerem drużyny był Stanisław Wolicki, funkcję pomocnika trenera pełnił Tomasz Nysztal, kierownikiem reprezentacji była Ewa Bystydzieńska, a opiekunem zawodników Alicja Wolicka.

    Chociaż wszystkie trzy nasze reprezentacje startowały w ubiegłorocznych mistrzostwach świata rozegranych także we Włoszech, jednak trudno bezkrytycznie przenieść doświadczenia zdobyte na kanałach w okolicach Modeny na zupełnie nowe łowiska. Dotyczyło to nie tylko charakteru łowiska, ale także występujących w nim ryb. A przede wszystkim ich ilości – o ile ubiegłoroczne łowisko było umiarkowane pod względem ilości ryb, o tyle tegoroczne łowisko było po prostu bezwstydnie rybne; łowiono głównie karpie, sumy, a także inne gatunki. Dość powiedzieć, że zwycięzca tych zawodów, Włoch Claudio Salvi, wygrywając dwie tury osiągnął sumaryczną wagę 40. 340 kg. Generalnie mistrzowskie rozgrywki w tej kategorii zdominowali Włosi – do 9 punktów w pierwszej turze dołożyli 4 w drugiej (czyli same zwycięstwa sektorowe)! W klasyfikacji indywidualnej srebrny i brązowy medal także dla Włochów: wicemistrzem świata został Gian Maria Ghisini (dwa punkty sektorowe i 33. 600 kg), na trzecim miejscu uplasował się Massimilliano Paglia (także dwa punkty sektorowe i 32. 620 kg). Najlepszy z Polaków, Jakub Derlaga, uplasował się na 7 miejscu (6 punktów sektorowych, 25, 330 kg). Miejsce pozostałych Polaków: Marcin Wacha – 21 miejsce, Magdalena Jasińska – 24 miejsce, Łukasz Adamczyk – 26 miejsce. W klasyfikacji drużynowej srebrny medal przypadł Serbii (33 punkty sektorowe), a brązowy Francji (35 punktów sektorowych). A jak na tym tle wypadła polska drużyna? Pierwszej tury zapewne nie zaliczy do udanych - z 26 punktami zajmowała ex quo przedostatnie miejsce w stawce 9 startujących w tej kategorii drużyn. Jednak w drugiej turze efekt przyniosły zmiany w taktyce – dały one w sumie czwarte miejsce naszej drużyny, co w tych warunkach należy uznać za sukces, i przesunęły w klasyfikacji generalnej na 6 pozycję.



    Spławikowe Mistrzostwa Świata Juniorów U18

    Na odcinku rzeki Arno w pobliżu miejscowości Castelfranco di Sotto Pisa rywalizowali juniorzy U18. Tu naszych barw broniła drużyna w składzie: Mikołaj Geisler, Marcin Gryga, Joanna Otawa, Kamil Wilk i Jakub Zawada. Obowiązki trenera pełnił Tomasz Wilk, jego asystentem był Remigiusz Zielonka, a kierownikiem reprezentacji Zenon Nikodem.

    Łowisko miało podobny charakter jak odcinek rzeki Arno, na której rywalizowali zawodnicy U14. I w tym przypadku liczyła się umiejętność selekcji ryb, utrzymania ich na stanowisku, a także sztuka szybkiego holu dużych ryb. I w tej kategorii Włosi nie dali sobie odebrać palmy pierwszeństwa – w klasyfikacji drużynowej sięgnęli po złoto (23 punkty sektorowe), choć nad „srebrnymi” Anglikami uzyskali tylko dwa punkty przewagi (25 punktów). Na trzecim miejscu uplasowała się Serbia – 35 punktów sektorowych. Zwróćmy uwagę, że to kolejny medal dla drużyny z Serbii w kategoriach juniorskich. Niestety, występ polskiej drużyny trudno zaliczyć do udanych – zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia nasza reprezentacja zajęła przedostatnie miejsce, w klasyfikacji ogólnej pozwoliło to nam wyprzedzić jedynie drużynę z Południowej Afryki. W klasyfikacji indywidualnej złoty medal wywalczył Serb Milan Nenadovic (2 punkty sektorowe, 50, 710 kg), srebrny Włoch Francesco Campani (3 punkty, 39, 560 kg wagi), brązowy Anglik Alex Clements (także 3 punkty sektorowe, 39, 280 kg wagi). Miejsce Polaków: Mikołaj Geisler – 36 miejsce, Kamil Wilk – 54 miejsce, Jakub Zawada – 55 miejsce, Joanna Otawa – 74 miejsce, Marcin Gryga – 75 miejsce.
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  12. #57
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Spławikowe Mistrzostwa Świata Seniorów

    W skład reprezentacji Polski na spławikowe MŚ Seniorów weszli: Paweł Kasprowicz, Grzegorz Mazurczak, Zbigniew Milewski, Sebastian Mączka, Marcin Stańczyk, Wiktor Walczak. Trenerem polskiej drużyny był Andrzej Borkowski, asystentem trenera Andrzej Walczak, a obowiązki kierownika teamu pełnił Sławomir Pszczoła.

    Po pierwszym dniu prowadzili rewelacyjni Włosi (9 punktów, to wynik niemal bez precedensu na zawodach tej rangi), przed Holendrami (11 punktów) i Węgrami (15 punktów). Dla polskiej drużyny nie była to szczególnie udana tura – 43 punkty i 10 miejsce nie dawało raczej szans na wejście do ścisłej czołówki, trzeba jednak pamiętać o tym, że w tych mistrzostwach udział wzięło 36 drużyn i rywalizacja była na najwyższym poziomie. Toteż sztab trenerski i wszyscy zawodnicy analizowali przebieg pierwszej tury i możliwości zmiany w zanęcaniu i taktyce, by znaleźć sposób na awans w klasyfikacji.

    Trener Andrzej Borkowski – Treningi poprzedzające zawody utwierdziły nas w przekonaniu, że kanał Ostellato to łowisko bardzo równe, na którym losowanie nie ma większego znaczenia. Jednak problemem było znalezienie odpowiedniej taktyki; chodziło o to, by skład zanęty, a także sposób jej podania i częstotliwość pozwolił segregować ryby w łowisku. Tempo brań było bardzo podobne, jednak w ostatecznej klasyfikacji liczyły się te drużyny, które potrafiły znaleźć sposób na większe ryby.

    Obiektywnie trzeba powiedzieć, że nam ta sztuka do końca się nie udała. I to pomimo tego, że jedną z dominujących ryb w łowisku był leszcz, gatunek, który Polacy potrafią łowić skutecznie. Jednak w temperaturze wody, która oscylowała wokół 30 stopni, przy dużej presji ogromnych sumów zasiedlających kanał, jego zachowanie było odmienne od naszych, krajowych leszczy. O wynikach w dużym stopniu dominowały właśnie one, od niewielkich aż po dwukilogramowe okazy. Łowiono także duże karpie, ważące nawet 7 – 10 kilogramów. Oczywiście, złowienie takiej ryby natychmiast windowało łowcę na czub sektora. Była to jednak ryzykowna taktyka, bo chociaż stosowano wytrzymałe karpiówki, najgrubsze z dostępnych amortyzatorów i żyłki grubości nawet do 0,25 mm to jednak wiele ryb się zrywało, zdarzały się przypadki połamań. Jednak na usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że pogubiło się wiele ekip, w tym bez wątpienia mocniejsze od nas, jak choćby Anglicy (5 miejsce w ostatecznej klasyfikacji). Po raz pierwszy od lat z mistrzostw świata reprezentanci Albionu wyjechali bez choćby jednego medalu. Jednak najbardziej spektakularna porażka stała się udziałem Francuzów – 23 miejsce to dla nich prawdziwa klęska narodowa.

    W finałowej turze Włosi nie pozostawili wątpliwości, komu należy się złoty medal – kolejne zwycięstwo, tym razem ex quo z Węgrami, przypieczętowało ten sukces. Srebrny medal przypadł w udziale Węgrom (27 punktów sektorowych). Nieco słabsza tura Holendrów pozbawiła ich medalu, skorzystali Belgowie, którzy dzięki świetnej drugiej turze zrównali się punktami ze swoimi odwiecznymi rywalami, jednak wyższa waga pozwoliła im stanąć na „brązowym” podium. A Polacy? Dzięki nieco lepszej turze nasz team przesunął się o jedno „oczko” w klasyfikacji generalnej – w sumie z 83 punktami zajęliśmy 9 miejsce.

    W klasyfikacji indywidualnej wygrał Włoch Andrea Fini (2 punkty sektorowe, 32, 620 kg wagi), wicemistrzem świata został Węgier Peter Milkovics (2 punkty sektorowe, 31, 070 kg), a brązowy medal wywalczył kolejny Włoch, Ferruccio Gabba (2 punkty sektorowe, 28, 200 kg). Miejsce Polaków: Wiktor Walczak – 19 miejsce, Zbigniew Milewski – 22 miejsce, Paweł Kasprowicz – 103 miejsce, Marcin Stańczyk – 118 miejsce, Sebastian Mączka – 182 miejsce, start w jednej turze, Grzegorz Mazurczak – 188 miejsce, start w jednej turze.

    materiał opracował:

    Józef Wróblewski, specjalny wysłannik Komisji Zarządu Głównego PZW ds. mediów i promocji wędkarstwa.
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  13. #58
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    2011-08-10
    XII Maraton Wędkarski - Nielisz 2011

    W dniach 6 – 7 sierpnia 2011, na brzegach zbiornika Nielisz pod Zamościem rozegrano XII Maraton Wędkarski o Puchar Koła PZW „Roztocze” i Redakcji „Wiadomości Wędkarskich”. Tym razem na starcie stanęły 63 drużyny (189 zawodników).

    Początek nie był najlepszy. W upale i z wiszącą nad horyzontem burzą ryby nie interesowały się przynętami. Brania były wyjątkowo anemiczne, nawet na potencjalnie dobrych stanowiskach. Na szczęście wieczorem przeszła nareszcie zapowiadająca się przez cały dzień burza. Deszcz dotlenił wodę, co o świcie zaowocowało falą dość intensywnych brań. W efekcie sędziowie pod wodzą Marka Wojtasa (sędzia główny) nie narzekali na brak zajęcia.

    W sumie złowiono 1418 kg ryb, głównie leszczy. Największą rybę zawodów – leszcza o masie 1820 g – złowił Piotr Moszumański (Radymno I). Sklasyfikowano 179 zawodników.



    Wyniki drużynowe

    1 DPJ Kock (83670)

    2 Kolejarz I (74635)

    3 CHSM Sum Chełm (67110)

    4 Moskito Zaleszczany (70380)

    5 Trio Tarnobrzeg (63650)

    6 Amur Radzyń Podlaski (60760)

    Wyniki indywidualne

    1 Daniel Jurkiewicz – DPJ Kock (32480)

    2 Piotr Nowakowski – DPJ Kock (32290)

    3 Andrzej Mazur – Stalowa Wola III (31300)

    4 Robert Bąk – Moskito Zaleszczany (28460)

    5 Wojciech Kozorys – Kolejarz I (28165)

    6 Piotr Stawiarz – Trio Tarnobrzeg (27270)

    Na zakończenie wśród 10 najlepszych zawodników rozlosowano silnik spalinowy, a wśród wszystkich startujących łódź wędkarską. W przypadku silnika szczęście dopisało Edwardowi Krupie (CHSM Sum Chełm), a w przypadku łodzi – Szczepanowi Herbutowi (Old Boje Chełm).
    opracował: Marek Kluczek
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  14. #59
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    2011-08-10
    XII Maraton Wędkarski - Nielisz 2011

    W dniach 6 – 7 sierpnia 2011, na brzegach zbiornika Nielisz pod Zamościem rozegrano XII Maraton Wędkarski o Puchar Koła PZW „Roztocze” i Redakcji „Wiadomości Wędkarskich”. Tym razem na starcie stanęły 63 drużyny (189 zawodników).

    Początek nie był najlepszy. W upale i z wiszącą nad horyzontem burzą ryby nie interesowały się przynętami. Brania były wyjątkowo anemiczne, nawet na potencjalnie dobrych stanowiskach. Na szczęście wieczorem przeszła nareszcie zapowiadająca się przez cały dzień burza. Deszcz dotlenił wodę, co o świcie zaowocowało falą dość intensywnych brań. W efekcie sędziowie pod wodzą Marka Wojtasa (sędzia główny) nie narzekali na brak zajęcia.

    W sumie złowiono 1418 kg ryb, głównie leszczy. Największą rybę zawodów – leszcza o masie 1820 g – złowił Piotr Moszumański (Radymno I). Sklasyfikowano 179 zawodników.



    Wyniki drużynowe

    1 DPJ Kock (83670)

    2 Kolejarz I (74635)

    3 CHSM Sum Chełm (67110)

    4 Moskito Zaleszczany (70380)

    5 Trio Tarnobrzeg (63650)

    6 Amur Radzyń Podlaski (60760)

    Wyniki indywidualne

    1 Daniel Jurkiewicz – DPJ Kock (32480)

    2 Piotr Nowakowski – DPJ Kock (32290)

    3 Andrzej Mazur – Stalowa Wola III (31300)

    4 Robert Bąk – Moskito Zaleszczany (28460)

    5 Wojciech Kozorys – Kolejarz I (28165)

    6 Piotr Stawiarz – Trio Tarnobrzeg (27270)

    Na zakończenie wśród 10 najlepszych zawodników rozlosowano silnik spalinowy, a wśród wszystkich startujących łódź wędkarską. W przypadku silnika szczęście dopisało Edwardowi Krupie (CHSM Sum Chełm), a w przypadku łodzi – Szczepanowi Herbutowi (Old Boje Chełm).
    opracował: Marek Kluczek
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

  15. #60
    Moderator Marko is on a distinguished road Avatar Marko
    Zarejestrowany
    Feb 2011
    Skąd
    Warszawa
    Postów
    2,758
    Nagroda miesiąca (11/2011) - boleń 6,26 kg!

    Wielu z nas lubi starannie zaplanować wędkarską wyprawę. Zabieramy ze sobą najlepsze przynęty, górę sprzętu niezbędnego do ulubionej metody i nie przyjmujemy do wiadomości, że ktoś lub coś może nam pokrzyżować szyki.

    Pan Jacek Rowicki wypłynął na trolling z zamiarem sprowokowania sierpniowego sandacza i nawet nie przypuszczał, że przyjdzie mu spinningować kijem trollingowym. Ale podobno nie ma tego złego…

    Jacek Rowicki:

    – W sobotę 6 sierpnia 2011 r. wybrałem się wraz z małżonką nad Zalew Zegrzyński. Zamierzaliśmy trollingować pomiędzy mostem w Zegrzu a zaporą w Dębem w poszukiwaniu sandaczy i ewentualnie szczupaków, ale w głębi serca liczyłem na spotkanie z królem tej wody – sumem.

    Niestety, wszystkie plany rozmyły się w parę minut po opuszczeniu przystani, kiedy okazało się, że łódź przecieka, a do silnika po ostatnich intensywnych opadach dostała się woda i odmówił posłuszeństwa na dobre.

    Postanowiliśmy jednak nie wracać do portu, bo pogoda się poprawiała i przez chmury nieśmiało przebijało się słońce. Uciąg wody był na tyle silny, że nie miałem ochoty daleko wypływać na wiosłach. Doczepiliśmy się do kołków wbitych przy starym korycie niedaleko naszej przystani. Głębokość
    w tym miejscu nie przekraczała 4 m, a pomimo to gumy na główkach 15 i 17 g z trudem docierały do dna. Wymieniłem przynętę na woblera z nadzieją, że jemu uda się osiągnąć zamierzoną głębokość. Branie nastąpiło około 13.00, w najmniej spodziewanym momencie – podczas końcowej fazy ściągania woblera, tuż pod powierzchnią wody, przy samej łódce.

    Walka z rybą to na przemian odjazdy i fontanny wody. Nie mieliśmy podbieraka, a uchwycenie jej ręką graniczyło z cudem. Na szczęście zaraz po braniu poprosiłem żonę, aby odwiązała cumy z kołków i dalsza walka przebiegała już na otwartej wodzie. Po około 10 minutach, kiedy ryba okazywała pierwsze oznaki zmęczenia, przekazałem wędkę małżonce i oburącz chwyciłem zdobycz, docisnąłem do burty i wspólnymi siłami wtaszczyliśmy ją do środka. Tak duży boleń był dla mnie ogromnym zaskoczeniem i zarazem miłą niespodzianką. Mierzył 85 cm, a waga elektroniczna wskazała 6,26 kg!

    Tego dnia nastawiałem się bardziej na sandacze z trollingu, dlatego używałem wędki Mikado Fishfinder Heavy Jig 260 cm (do 50 g) z kołowrotkiem Dragon Maxima FD 1030i, plecionki Jaxon Concept New Line 0,18 mm. Szczęśliwą przynętą był wobler Rapala Tail Dancer BP 9 cm.

    Po wyholowaniu bolenia zakończyliśmy wędkowanie. Łódkę musieliśmy wyciągnąć na brzeg, a silnik zabrać do serwisu, ale ten dzień i tak był bardzo udany, a ja wracałem do domu w pełni

    Redakcja WW
    życie jest zbyt krótkie by je przespać

+ Odpowiedz na ten temat
Strona 4 z 6 PierwszyPierwszy ... 2 3 4 5 6 OstatniOstatni

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów